<<<<

 

GALERIA

 

Jacek
Sielski

 

 

 

 

<<<<

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jacek Sielski

          

     Praska ballada

 

Jestem fotografem więc ocenę pozostawiam krytykom, ale tylko fotograf może w pełni docenić trud i inwencję kolegi włożone w realizację tematu, który nota bene sam sobie założył, z potrzeby serca. Aby pokazać, że jest reporterem z krwi i kości. I pokazał.

 

Opracowując ten album przeglądałem zdjęcia Jacka Sielskiego setki razy i nadal zadziwia mnie to, że nie odnoszę wrażenia oglądania czegoś okropnego i przytłaczającego. Ponurego minionego świata w którym przyszło nam żyć. Tak naprawdę to nieźle się uśmiałem przy niektórych ujęciach, mimo że gdybym widział to  samo na własne oczy do śmiechu by mi nie było.

Gdy Jacek robił swoje pierwsze zdjęcia na Pradze, miałem dwadzieścia parę lat i dobrze pamiętam te sytuacje. Działy się wokół nas i nie tylko na Pradze. Piło się powszechnie, pijani leżeli na chodnikach i nikogo nie dziwił chwiejny krok przechodniów na ulicy Ale Praga była mimo wszystko „najlepsza”, tam najwięcej się działo. Bazar Różyckiego przyciągał jak magnes ludzi z całej Polski. Było to nasze „okno na świat”. Można tam było kupić wszystko co pachniało zachodem, modą i wolnością. Od dżinsów Lewisów, butów od Śliwy po muzykę zachodnią i polską na pocztówkach. Wszystko czego nie było w sklepach a nawet w Pewexie. Nic dziwnego, że przyjeżdżali ludzie z okolic Warszawy a nawet z Polski po zakupy. Tłumy i duże pieniądze. Trzeba było uważać na złodziei i na to co się kupuje by nie zostać oszukanym, a jeżeli ktoś za bardzo dopominał się o swoje, to mógł dostać w nos albo i gorzej. Jednym słowem lepiej było na Pragę nie chodzić, a jeżeli już to nigdy samotnie.

 

No właśnie, a może by tak zrobić parę zdjęć tym typom, ... hmm..., na bazarze, tam z tyłu, od Brzeskiej co ...?

Zaczynałem wtedy moją przygodę z fotografią, pierwsze wystawy, praca fotoreportera. Marzenia o wspaniałych zdjęciach, reportażach, podróżach, nagrodach i sławie.

Biegałem z aparatem po Warszawie i po całej Polsce, ale na Pragę jakoś się nie zapuściłem przez dwadzieścia lat. No cóż trzeba to powiedzieć, po prostu bałem się.

Teraz, tj. od 10 lat, mam studio na Pradze przy ul Inżynierskiej, ale to już nie ta Praga, nie ci ludzie, mamy tu monitoring, sympatycznych sąsiadów, a bazar już prawie zniknął. Spokój, względny jak wszędzie . Ani gorzej ani lepiej. Ale nadal gdy nam wyjść na ulicę z aparatem za 30 tysięcy to coś mnie w gardle ściska. Jeżeli nie wierzycie to sami spróbujcie. Polecam ulicę Małą.

 

Nie będę pisał, że podziwiam Jacka itp.. , bo to oczywiste. Prawdę powiedziawszy nie straszą mnie jego zdjęcia gdyż oswoiłem się z tymi widokami. Przez ostatnie 10 lat wizualnie mało się tu (na Pradze) zmieniło, chyba że na gorsze, a nieliczne jaskółki nie czynią wiosny. Ale jest w jego pracach coś co każe mi zastanowić się nad tym dziwnym zjawiskiem, skąd wziął się śmiech, skąd to uczucie zadowolenia i brak współczucia dla starych, biednych, styranych życiem ludzi?

Tylko kilka szarych fotografii, a ja widzę świat, który odszedł, świat blaszanych zegarków i bujanych koników jak śpiewał Andrzej Laskowski (potem Maryla Rodowicz). Te nagrania z trzeszczącej pocztówki słyszę teraz i robi mi się ciepło w sercu i trochę smutno, że to wszystko skończone. Całonocne dyskusje, szalone prywatki, tanie wina i marzenia, pierwszy sukces i młodzieńczy smak życia. I znowu słyszę muzykę  - to Autobiografia Zbyszka Hołdysa i zaraz potem  Gdzie są te lata Wojtka Skowrońskiego. Czy to nie jest dziwne, że mimo głodu, smrodu, brudu i ubóstwa tamten świat wydaje się nam piękny, idealny, pełen innych, lepszych wartości niż dzisiejszy wyścig szczurów?

Piękne czasy - Młodość!

Tak jak dawną miłość wspomina się słodko chociażby nie zakończyła się happy endem, fotografie Jacka Sielskiego, jak stara ballada, wiodą nas przez praskie uliczki i zaułki wyciskając z oka łzę nostalgii.

 

 

Andrzej Łojko

 

<<<<